1/35 T-34-85 with Soviet Tank Riders

ICM

Po recenzji i budowie pora na ostatni etap tej historii,czyli malowanie. Zdecydowałem, że model  dostanie jednobarwny kamuflaż będący standardem w RKKA, a mianowicie kolor zielony 4BO. Barwa ta to temat rzeka i nie trzeba się sztywno trzymać jakiegoś wyznacznika, gdyż odcieni było mnogo. Ja na bazę wybrałem akrylową farbę Ammo 019 Russian Green 4BO, ale o tym trochę później. Proces malowania modelu to praca dosyć czasochłonna, a pośpiech nie jest tu wskazany, jeżeli chcemy osiągnąć ciekawy i atrakcyjny efekt. Nigdy nie maluję miniatury złożonej w całość, a dzielę ją – można powiedzieć – na sekcje. Dzięki takiemu podziałowi mogę wygodnie i bez problemu pomalować wszystkie elementy dokładnie i wszędzie, a nie tam gdzie tylko widać. To taka droga na skróty. Np. niektóre konstrukcje układów jezdnych bardzo utrudniają,a wręcz uniemożliwiają dokładne pomalowanie i nadanie im śladów eksploatacji,jeżeli są na stałe złożone w całość. Z tego powodu naprawdę wolę takie rzeczy jak koła i gąsienice malować osobno, a nie na modelu. Na poniższym zdjęciu model gotowy do malowania.

Pierwszą czynnością, którą wykonuję przy malowaniu każdej miniatury, jest jej dokładne odtłuszczenie. Choćby  ze względu na to, żeby nie mieć później niespodzianek typu odchodząca farba. Do tego celu w zupełności wystarczy kąpiel w letniej wodzie z dodatkiem detengertu do mycia naczyń – jak dla mnie najlepszy jest popularny Ludwik. Po dokładnym wysuszeniu modelu czas na podkład – co w przypadku stosowania farb akrylowych jest raczej koniecznością, chyba że jako podkładu użyjemy czarnej Pactry – można, działa. W przypadku naszego teciaka zastosowałem jednak – moim zdaniem bardzo dobry – podkład Ammo 2023 One Shot Primer Black. Zdaję sobie sprawę, że są lepsze primery, ale ten jest godny polecenia między innymi ze względu na jego bezwonność. Jest to atut nie do przecenienia dla modelarzy, którzy nie dysponują zamkniętymi warsztatami tylko dzielą chociażby kuchnię z drugą połową, bądź korzystają z biurka w pokoju swojej pociechy. Sam podkład stosujemy bez rozcieńczania – ja nakładam go przy użyciu dyszy 0,3mm i ciśnieniu około 1,8bara – kładzie się doskonale, a otrzymana powłoka jest naprawdę mocna.

Dobrze jest dać przynajmniej dobę na porządne utwardzenie łanszota, chociaż przyznam szczerze że zdarza mi się nakładać kolory już po niespełna godzinie i do tej pory żadnych psikusów nie odnotowałem. Zdradzę tylko, że schnięcie przyspieszałem suszarką do włosów – kolejnym niezbędnym urządzeniem w modelarskim warsztacie. Kolor bazowy jak wspominałem wcześniej to Ammo 019. Generalnie farby Ammo to główny gość na moim biurku jeśli chodzi o malowanie. Jednym pasują, drugim nie. Należę do pierwszej grupy. Za co je cenię? Brak zapachu, łatwość pracy i bogata paleta kolorystyczna, szczególnie jeśli chodzi o sowieckie konstrukcje. Ponieważ nie dysponuję rozbudowanym i wyodrębnionym miejscem pracy są dla mnie idealne – tym bardziej, że nieraz obok mnie zasiada mój syn. Sam kolor nanosiłem przy pomocy dyszy 0.2mm i ciśnieniu około 1-1.2 bara. Farbę rozcieńczałem w proporcji dobranej na oko, dedykowanym thinnerem.

Kolejnym krokiem było wykonanie delikatnej modulacji. Nie stosowałem tutaj żadnych dedykowanych zestawów malarskich składających się z pięciu i więcej farb do tejże, a jedynie do koloru bazowego dodawałem białej i żółtej farby z palety Ammo. Odpowiednio numery 050 i 048. Kolory mieszałem na oko.

Płyta nadsilnikowa również została pomalowana i o ile części z żaluzjami chłodnic nie będą widoczne po zamontowaniu osłon, o tyle żaluzje transmisji jak najbardziej, to jednak, jak wspominałem, maluję wszystko. Tutaj zastosowałem Ammo 913 Red Brown Base, a jaśniejszy kolor na małych pokrywach to Ammo 914 Red Brown Light.

I rzut okiem na pomalowane detale.

Gdy już pokryliśmy trzyczwóreczkę kolorem,czas przygotować ją do kolejnego zabiegu, czyli washa – nie zastosowałem tutaj żadnych filtrów. Model pokryłem trzema cienkimi warstwami sidoluksu – tak, tak. Dla wielu modelarzy to profanacja, jednak ja upodobałem sobie ten środek do tego stopnia, że nawet nie mam zamiaru próbować czegoś innego. Tak więc jak już wszystko wyschło nałożyłem na miniaturę, a raczej jej wieżę dwie skromniutkie kalkomanie. Wspomogłem się przy tym płynami Microset pod i Microsol na oznaczenia. Kalki okazały się bardzo dobre i ładnie ułożyły się na chropowatej powierzchni wieży. Po wyschnięciu zabezpieczyłem je dwiema cienkimi warstwami sido. W następnym kroku naniosłem na model punktowo wash, który subtelnie wydobył szczegóły. Nie kładłem go na cały model, gdyż nie chciałem ani zmieniać odcienia farby, ani go przyciemniać. Sam wash to gotowy specyfik Ammo 1005, a usuwanie nadmiaru przy pomocy np. patyczków higienicznych można rozpocząć po około 15 minutach.

Przyszła pora na tzw. ubytki powłoki malarskiej, a więc obicia. Te wykonałem w tradycyjny można by rzec sposób, czyli przy użycia gąbki i pędzelka. Z gąbką trzeba uważać, żeby nie przesadzić i najlepiej potrenować na jakimś wraku. Z gąbki farba nie może ściekać – należy ją odsączać choćby w papierowy ręcznik, tak aby zostawiała delikatne ślady – nie chcemy przecież żeby nasz model wyglądał jakby przeleciał przez rój meteorów. Stemplowania gąbką można, a nawet trzeba miejscami poprawić pędzelkiem. Kolory użyte do obić to-Vallejo 70.822, Ammo 042 Old rust i Ammo 040 Medium rust.

Na powyższych zdjęciach zdjęciami widać również zabawę z farbami olejnymi, a dokładniej z Oilbrusherami Ammo – w tym przypadku dwoma – 3516 Dust i 3512 Dark Brown. Te same specyfiki posłużyły mi do cieniowania głównej bryły modelu. I tak na przykładzie wieży – nanosiłem wokół linii zarysu i detali niewielką ilość koloru, który następnie suchym okrągłym pędzelkiem rozcierałem do uzyskania płynnego przejścia kolorów. Tak samo postąpiłem w przypadku kadłuba, jak i reszty drobnych elementów. Znaczenie tutaj ma powierzchnia na jakiej to wykonujemy – mianowicie nie powinna być matowa, gdyż nie będziemy mieli takiej kontroli jak w przypadku powierzchni błyszczącej.

Deszczoznaki – to takie zabawne określenie efektu zacieków na pionowych powierzchniach modelu. Przy odrobinie treningu nie jest to wcale takie trudne i straszne jakby się mogło wydawać. Malujemy po prostu cienkie, długie pionowe linie,c zy to farbami olejnymi, czy też dedykowanymi do tego celu specyfikami, a następnie zmywamy je delikatnie zwilżonym np.w white spirit płaskim pędzelkiem, z góry na dół. Trzeba to robić z wyczuciem, żeby nie zmyć ich całkiem, ale też nie zostawić zbyt dużo. Efekt powinien być subtelny. Do tego celu użyłem dwóch wcześniej wspomnianych oilbrusherów plus specyfiku AK 024 Dark Streaking Grime.

Następnie zabrałem się za układ jezdny. Same koła pokryłem podkładem z Vallejo 74.603 German Panzer Grey. Użyłem akurat tego koloru ze względu fajny odcień, który dobrze oddaje kolor gumy. Tak właśnie – bandaże kół jezdnych zostawiam pokryte tylko podkładem. Metalową część koła maluję używając bardzo przydatnego przyboru,który można dostać praktycznie w każdej księgarni, a mianowicie linijki z okręgami. Nie dość, że cena takowego waha się w granicach 10 pln, to jest to rzecz wielokrotnego użytku i można dobrać rozmiar okręgu praktycznie do każdego koła w skali 1/35.

Wszystkie części zostały już pomalowane, więc mogłem przystąpić do ostatecznego wykończenia miniatury. Zabrałem się do tego od dołu kierując się z dołu ku górze. Na pierwszy ogień poszła wanna kadłuba. Przedstawię tutaj jak w prosty prosty sposób osiągnąć realistyczne zabrudzenia podwozia. Do tego celu użyłem pasty AK 8018 Dark Earth, którą pokryłem dolne partie kadłuba. Następnie wtapowałem w nią pigmenty Ammo – europe earth, africa dust i AK dark earth. Całość wyschła dosyć szybko, gdyż pasta AK bazuje na żywicy akrylowej. Przebarwienia i ciemne zacieki zostały wykonane przy użyciu płynów Ammo fresh mud, AK engine oil i oilbrushera dark brown. Tymi samymi produktami potraktowałem koła,tak aby całość dobrze ze sobą współgrała.

Gąsienice zostały potraktowane łanszotem używanym już do reszty modelu, a jako kolor bazowy zastosowałem tutaj farbę Ammo old rust . Cały proces wykonania weatheringu traków świetnie przedstawił  Kamil w swoim poradniku.

Tak wyglądają omówione elementy gotowe do zmontowania w całość.

Mając gotowy układ jezdny mogłem przejść w wyższe rejony. Zacząłem od posypania wybranych elementów – w głównej mierze błotników zwykłą ziemią, z tak zwanego głębokiego wykopu, którą utrwaliłem zalewając delikatnie  specyfikiem Ammo 2012 Sand&gravel glue. Całość dopieściłem przy pomocy oilbrusherów: dust, dark brown i dark mud, jak również płynu Ammo fresh mud. Plamy ropy to AK 025 fuel stains i AK engine oil. Górne, poziome powierzchnie zostały natryśnięte płynem Ammo1404 North Africa dust. Po około 15 minutach rozprowadziłem specyfik okrągłym pędzelkiem zwilżonym w rozcieńczalniku tworząc delikatny efekt zakurzenia modelu. Całość dopracowałem jeszcze oilbrusherami dust i dark brown.

Ostanie ruchy pędzelka na tym modelu to dodanie mocniejszych zacieków i plam ropy z użyciem fuel stains i oilbrushera dark brown. Całość pokryłem matowym lakierem AK 183 Ultra Matte Varnish – notabene świetny, przynajmniej w moim przekonaniu, produkt.

Dopełnieniem całego procesu malowania było przetarcie wystających krawędzi narażonych na ścieranie zwykłym ołówkiem 8B, który świetnie zaimitował metaliczne ubytki w farbie.

W ten sposób dotarliśmy do końca tej trzyodcinkowej historii o modelu ICM.

Podsumowując – model ICM-u jest ciekawą propozycją zarówno dla początkujących jak i zaawansowanych modelarzy. Pomimo paru mankamentów, które opisałem w poprzednich częściach, miło wspominam pracę z tym modelem i z pewnością jeszcze nieraz wrócę do produktów ukraińskiego producenta.

Rafał Buber Kubić