1/35 le.gl.Einheits-Pkw Kfz.1

WWII German Light Personnel Car

ICM – 35581

Tak, to rzeczywiście nowość, choć można być skonfundowanym, bo ICM niespełna osiem lat temu puściło miniaturę tego pojazdu. Całkiem nowoczesną jak na owe czasy i w sumie nie gorsza, od tego, co ten ukraiński producent oferuje obecnie. Z jakiegoś jednak względu zdecydowano się na powtórne podejście do tematu. Zobaczmy z jakim rezultatem. Przede wszystkim, jak zwykle solidne kartonowe pudło, jakie znajduje się pod obwolutą z boxartem kryje całkiem sporo części, jak na w sumie niewielki pojazd

Elementy modelu mieszczą się w czterech ramkach z szarego plastiku (w tym jednej zdublowanej) i jednej przeźroczystej, z szybkami

Niewątpliwie projektanci bazowali na poprzedniej edycji, choć widać na pierwszy rzut oka, że ten model jest jednak bardziej szczegółowy, a co za tym idzie ma więcej części. Nie będę jednak porównywał obydwu zestawów, choćby z tej prostej przyczyny, że tym z 2010 roku nie dysponuję. Drugie, co zwraca uwagę, to brak plandeki. To znaczy jest, ale poskładana (całkiem udana zresztą); tymczasem w wydaniu pierwszym była rozłożona w formę dachu. Zacznę jednak od tego, co mnie ciesz, a nie uległo zmienia – choć ostatnio zwyczajem ICM jest dawanie gumowych opon, tutaj mamy całkowicie plastikowe koła – przy tym rodzaju bieżnika z powodzeniem można je było odlewać w dwudzielnej formie

Główne elementy konstrukcji są zdecydowanie ładniejsze, niż w niejednym nowym modelu ICM z ostatnich lat – są bardziej delikatne i szczegółowe. Błotniki nie wyglądają pancernie. Trudno tez na nich dostrzec ślady po wypychaczach w widocznych miejscach, nawet na cieniutkich a jednak nie małych drzwiach

Dziwi zatem, że z jakiegoś względu ruchoma i nieruchoma boczna cześć maski zostały odlane w jednym kawałku – w pierwszej edycji były to osobne elementy. Widoczne tu detale, w tym szczególnie zapinki ni9e są jednocześnie najmocniejszą stroną tej miniatury

Skoro o rzeczach słabszych mowa, to nieco kontrowersyjne jest uzbrojenie – na szczęscie to co najsłabsze, czyli osłona spustu jest naujmniej eksponowanym fragmentem karabinu w gotowej miniaturze. Choć mocowanie też prosi się o jakiś blaszany zamiennik (a w modelach ICM jak wiemy, blach fototrawionych nie ma)

..z kolei kanistry to w ogóle jakieś nieporozumienie (a myślałem, że te z HERO są słabe)

Na szczęscie pozostałe elementy i szczegóły są zupełnie udane. Miejscami zaryzykowałbym tezę, że choć wydawało się, że ICM okrzepł na pewnym poziomie wyrafinowania miniatur pojazdów, to tutaj postanowił zbliżyć się do tego, co obecnie oferuje MiniArt

..i jak wspominałem całkiem ładna i realistyczna jest poskładana plandeka – zwracam na to uwagę, bo nazbyt często dach w tej formie ma w modelach plastikowych postać bezkształtnej masy

bardzo ładne jest też oszklenie – cieniutkie, niemal idealnie gładkie, bez rys, i zupełnie przejrzyste

Nawiasem mówiąc – obecność bocznych szyb pozwala domniemywać, że w przyszłości pojawia się kolejne edycje tego modelu, z dodatkowa ramka zawierająca rozłożoną plandekę – miejmy nadzieję, że równie udaną, jak ta w wersji poskładanej.

Jeśli chodzi o malowania, to tutaj sprawa wygląda tak, że ICM wziął je żywcem z pierwszego wydania modelu. Nawet projekt kalkomanii nie uległ zmianie – pojawił się jedynie nowy numer katalogowy

Dzięki tym rejestracjom i symbolom można zbudować model w jednej z czterech wersji – przy czym wszystkie są w malowaniu Panzergrau (choć co do ostatniego można mieć pewne wątpliwości – producent co prawda sugeruje wciąż te samą farbę, ale jednak profile wydrukował w odrobinę innym odcieniu – jak zwykle zatem polegać trzeba na dokumentacji i własnych poszukiwaniach materiałów źródłowych, a nie na tym, co jest w instrukcji)

KFS