1/35 German Rocket Launcher with 28 cm WK SPR & 32 cm WK FLAMM – MiniArt

MiniArt – 35269 

Nie miałem do tej pory namacalnej styczności z nowymi modelami rodem z MiniArt (stare zestawy uważam za bardzo sympatyczne). Oczywiście, jak chyba większość modelarzy przeglądałem zdjęcia rewelacyjnych modeli z serii T-54/55 czy T-60, alem ramek nie macał (co jak wiadomo stanowi 75% procent frajdy dla PRAWDZIWEGO modelarza). Nie pomacałem aż do teraz, bo otóż trafiła mi się ku temu okazja za pomocą modelu jednej z wielu teutońskich machin zagłady, czyli wyrzutni rakiet na podstawie PAKa 36(r). Sama sowiecko-niemiecka armata została całkiem obszernie opisana w wątku o Mercedesie Kfz.70. Tutaj zajmiemy się jej potomkiem, będącym modyfikacją umożliwiającą strzelanie nie pociskami za pomocą lufy, a rakietami za pomocą drewnianej skrzynki (inwencja niemieckich inżynierów końcowego okresu wojny była niesamowita i bardzo wdzięczna modelarsko…). Przydługiego wstępu dość, przejdźmy do konkretów.

Pudełko Miniartowo standardowe. Lakierowany wierzch, bardzo ładny boxart, w środku pancerne pudełko z pokaźnym workiem części (po otwarciu folii ramki ciężko upchać do środka – ja poległem).

Zaznaczę że ukraiński pakowacz się nie popisał i zapomniał upakować instrukcję montażu, którą bez większych problemów ściągnąłem ze strony producenta. Przy okazji więc opis modelu pozwolę sobie zacząć od niej. Przedstawia ona standard do którego firma zdążyła nas już przyzwyczaić – kolorowa, kredowa okładka, i czarno-białe wnętrze na offsecie. Do tego wyraźne diagramy w rzucie i kolorowy schemat malowania koncentrujący się głownie na malowaniu i upstrzeniu nalepkami rakiet. Mi się takie instrukcje bardzo podobają.

Wróćmy do zawartości worka z ramkami. Jak wspomniałem, gęsto upchany, bo zawiera owych ramek dziewiętnaście (sic!). Oczywiście większość jest raczej mikra rozmiarowo i zmultiplikowana.

Począwszy od największych. Mamy ramki znane z zestawu z „mercem”.

Tych ramek mamy po dwie sztuki.

No i nowe elementy składające się na zestaw przekształcający nudną armatę w narzędzie prawdziwego zniszczenia

Oraz części do zmontowania ośmiu rakiet, mieszczące się na czterech większych…

…oraz ośmiu mniejszych wypraskach.

Multimedialność zestawu zapewnia zapakowana w sztywną kopertę blaszka fototrawiona z kilkudziesięcioma elementami.

Bogactwa dopełnia arkusz kalkomanii.

Same kalki są wydrukowane przez Dekograph, są wyraźne i na cieniutkim filmie. Bardzo ładne.

Do samych elementów trudno się przyczepić. Śmiało można powiedzieć że najnowsze wypusty ukraińskiej firmy to światowa jakość. Detale, nawet te najdrobniejsze są bardzo ostre i wyraźne. Na częściach trudno doszukać się jamek skurczowych czy nadlewek.

Bardzo dużo elementów jest wykonana w formach suwakowych. I to dobrze wykonana – praktycznie bez widocznych szwów.

Ogromne wrażenie robi niewykorzystana w tym zestawie maska działa – cienka, równa, bez śladów wypychaczy.

Jak jesteśmy przy wypychaczach – nie doszukamy się ich na żadnych widocznych w gotowym modelu miejscach. Nawet na wewnętrznych powierzchniach felg kół (gdzie można by pomyśleć że jest ich naturalne miejsce!).

Ramka z elementami wyrzutni przedstawia się także rewelacyjnie. Ramy służące do mocowania kratownic w baniastymi rakietami są delikatne, prościutkie i praktycznie pozbawione szwów po łączeniach form. I oczywiście nie posiadają od „drugiej strony” wypychaczy…

Bardzo ładnie odwzorowano też rakiety i same drewniane ramy. Faktura drewna jest na nich obecna, może nawet zbyt nachalnie obecna, ale nie wygląda to bardzo źle.

Mimo że nie jestem fanem modeli szeroko pojętej artylerii, muszę stwierdzić że omawiany tu zestaw mocno zwraca uwagę (głównie przez niecodzienny wygląd) i może stanowić zarówno osobny model, jak i ciekawą cześć dioramy.

 

Michał Błachuta