1/35 FL 282 Kolibri MiniArt – BLACHY

Eduard – 32927

Eduard przygotował zestaw waloryzacyjny do Flettnera Fl 282, który z założenia ma pasować do wszystkich modelu MiniArtu tego śmigłowca (powstały już trzy: V-6, V-21, V-23). Poniższa recenzja będzie dotyczyła oceny powyższych blach pod kątem ostatniej wersji tego śmigłowca, którą ostatnio recenzowałem (tutaj »).

Zestaw zawiera dwie blaszki fototrawione. Na pierwszej z nich znajdziemy kolorowe pasy oraz tablice przyrządów kokpitu. Wyglądają one dokładnie tak, jak wszystkie inne wyroby tego producenta. Druga blaszka zawiera w zasadzie 5 elementów: dolną osłonę silnika, boczne osłony silnika, płytę odgradzającą silnik od przekładni oraz element z imitacją kabli zapłonowych silnika.

Pierwsza blaszka to typowy “interior set” Eduarda, który składa się z pasów pilota oraz tablicy głównej i paneli bocznych kokpitu. Przydatność tej blaszki oceniam bardzo wysoko i najprawdopodobniej wykorzystam z niej wszystko, co Eduard przygotował, a przygotował to:

Z moich analiz wynika, że (przynajmniej V-23) nie miała takich pasów, jakie przygotował MiniArt (jednopunktowych, spinanych na klatce piersiowej). To już jest mocnym pretekstem do wykorzystania Eduarda. Powodów za użyciem blaszki jest jednak więcej. Blacha MiniArtu jest dosyć gruba i średnio poddająca się modyfikacjom, a pasy zostały wycięte tak, że trzeba je mocno odkształcić, aby miały zaplanowany przez producenta kształt. Szczerze powiedziawszy mam wątpliwości, czy da się to zrobić tak, żeby pasy wyglądały naturalnie.
Poza tym pasy Eduarda mają bardzo dużo detali i na pewno będą o wiele lepiej wyglądać w miniaturze.

Jeżeli chodzi o standardowe tablice Eduarda, to nie jestem ich wielkim fanem. Jeżeli są czymś zasłonięte, to jest ok, ale widocznych miejscach bym ich nie użył. W przypadku V-23 nie ma tego problemu, ponieważ on, jako jedyny, miał sporą owiewkę i same tablice będą bardzo mało widoczne.
Co do samych tablic – wydają się o wiele bardziej sensownie niż to, co znajdziemy w zestawie. Zestawowe zegary są wg mnie sporo za małe (pamiętajmy, że pilot tego śmigłowca miał zegary “w nogach”…). Kalkomania jest przezroczysta i obejmuje całą powierzchnię tablicy. Obawiam się, że umieszczenie zegarów na swoich miejscach wymagałoby pocięcia tej kalki na drobne. Oryginalne panele boczne też nie powodują u mnie niekontrolowanych wybuchów radości.

Druga blaszka zawiera w zasadzie pakiet waloryzacyjny silnika: kable zapłonowe, osłony silnika (boczne i dolną) oraz płytę grodzącą silnik od przekładni:

Nie znalazłem zdjęć Fl 282, które potwierdzałyby istnienie wspomnianej grodzi, w związku z czym użycie jej uważam za bezzasadne. Dodatkowo Eduard nie przewidział, że przez ramę przechodzą różnego rodzaju dźwignie i popychacze. Zainstalowanie grodzi wiązałoby się zatem z jej rozwiercaniem w niektórych miejscach lub cięciem dźwigni.

Kable zapłonowe do silnika wyglądają ciekawie i na pewno dodadzą uroku miniaturze.

Blaszki osłon silnika są moim zdaniem niezbędne, jeżeli chcemy ten model otwierać. Detal w zestawowych osłonach (zwłaszcza wewnątrz) jest bardzo iluzoryczny, a same ścianki są dosyć grube, co jest średnio do zaakceptowania w lekkim śmigłowcu.

Nie podoba mi się Eduardowskie ożebrowanie dolnej osłony silnika. W swoim modelu wymienię ten element na zestawowy, który jest połączeniem plastikowej ramki i zewnętrznej osłony fototrawionej. Uważam, że ten MiniArtu jest ładniejszy, a przede wszystkim mniej wiotki, co pozwoli utrzymać zamierzony kształt całej osłonie.

Podsumowując: Jeżeli chcemy otwierać silnik w tym modelu, warto zaopatrzyć się w ten zestaw blach Eduarda. Jeżeli nie, zastanowiłbym się bardziej nad zestawem Zoom:

1/35 Fl 282 Kolibri – Zoom

Eduard – 33195

Sama blaszka w tym zestawie jest właściwie identyczna z tą z powyższego kompletu waloryzacyjnego

 

1/35 Fl 282 Kolibri – maski

Eduard – JX216

 

Maski do tego zestawu ograniczają się właściwie do kół. Nie ma masek do oszklenia owiewki kadłuba, ponieważ zestaw był projektowany jeszcze przed wejściem na rynek wersji 23, a poprzednie jej nie miały 😉

Kamil Trembacz