1/12  “CARDIGAN”

JK Mate Series #02

Hasegawa – 52188

Truizmem będzie stwierdzenie, że japoński rynek plastikowych zabawek jest bardzo specyficzny. Wystarczy przejrzeć sobie ofertę ich flagowego sklepu wysyłkowego, czyli HLJ, żeby powziąć przypuszczenie, że to, co u nas jest mejnstrimem, u nich niszą. Nie powinno zatem dziwić, że niejednokrotnie producenci kojarzeni z typowymi, głownie militarnymi miniaturami samolotów czy pojazdów, wypuszczają na rynek rzeczy, z którymi przez europejskiego współmodelarza nie bardzo są kojarzeni. Przynajmniej u nas – bo pamiętać tez trzeba, że wiele modeli produkowanych w Japonii nie trafia do szerokiej dystrybucji poza wyspą. No więc Hasegawa – ta Hasegawa – ma na ten przykłąd w swoim katalogu od niedawna laleczki takie jak ta, będąca przedmiotem niniejszego omówienia. Laleczki z żywicy.

Samo pudełko ma jednak kształt i formę typową dla modeli plastikowych. Przy czym nie z pokrywą, a zwykłe, otwierane z boku. Wzornictwio też raczej klasyczne – malowany boxart, informacje o produkcie

Na rewersie opakowania znajdziemy zdjęcia gotowej figurki rzeczywistych rozmiarów – pomalowanej kanonicznie, ale niestety sfotografowanej tak sobie

Mamy także tutaj kolejne informacje, zarówno o produkcie, jak i projektancie. Choć z mojej perspektywy trudno to nazwać informacjami w sumie – poza jednym zdaniem po angielsku cała reszta jest już japońskimi krzaczkami. Choć przyznać muszę, że od dawna intryguje mnie jak Japończycy wplatają w swoje teksty fragmenty zapisane alfabetem łacińskim, głownie po angielsku właśnie. mam jednak przeczycie, ze poszczególne wyrazy czy frazy traktują oni również jak swoje symbole

Dobra, dość rozważań lingwistycznych, zajzyjmy do pudełka. Po jego otwarciu ukazuje się zawiniątko z folii bąbelkowej oraz odrobina makulatury

Jest ulotka importera

Oraz oczywiście instrukcja montażu. Typowa, hasegawoska, gdzie połowę objętości zajmują różne informacje i ostrzeżenia, których i tak nikt nie czyta, tym bardziej, że znowu proporcje ilości tekstu japońskiego i angielskiego wyraźnie wskazuje, gdzie model jest bardziej popularny. Mamy więc typową inwentaryzację elementów zestawu

Oraz schemat montażu i schemat malowania. Ten ostatni, co w przypadku modeli Hasegawy nie dziwi, dość toporny. Na szczęscie w przypadku takiego modelu podpowiedzi kolorów i konkretnych farb traktować można co najwyżej jako sugestię

Odlewy spakowane są w foliowy worek. U mnie pogańsko spięty zszywkami. No ale w sytuacji gdy sklep robi zdjęcia zawartości pudełek, a modelu na stanie nie ma w ilościach hurtowych, to trzeba się niestety z tym liczyć, że dostanie się obmacaną już sztukę

Figurka składa się z sześciu elementów odlanych z różowiutkiej żywicy. Wyjątkowo niefotogenicznej, zatem podobnie jak w niedawno omawianym zestawie, żeby dobrze pokazać szczegóły musiałem mocno podbić fotogramy

Nie znam szczegółów – czy była to rzeźba od podstaw, czy modyfikowany skan 3D, dość jednak powiedzieć, że mamy do czynienia z projektem cyfrowym. świetnym zresztą.

Co warto podkreślić, jego możliwości są roztropnie wykorzystane. Faktura swetra czy skarpet byłaby trudna do wyrzeźbienia tradycyjnymi metodami.

Wzór był przygotowany do odlewania – nomen omen – wzorowo. Delikatne artefakty druku dają o sobie znać na fragmentach grubego materiału, ale tam jedynie potęgują fakturę dzianiny. Z kolei tam, gdzie owych słojów druku być nie powinno, po prostu ich nie ma

Jak widać, o ile drobnica ma kostki wlewowe, to z głównych elementów konstrukcyjnych zostały one starannie usunięte. Na tyle starannie, że nawet nie bardzo przychodzi mi do głowy, gdzie mogły być zlokalizowane. No a skoro już o odlewach mowa, to przyznać trzeba, że są niemalże perfekcyjne. Jedynie na największych elementach dostrzec można bardzo subtelny szew po łączeniu połówek gumowej formy

 

Jeśli zaś chodzi o skazy klasy nadlewki czy bąble powietrza, to jedynie na dolnej wardze ust majaczy coś, co prawdopodobnie będzie wymagało surfejsera i muśnięcia papierem ściernym

Dopasowanie poszczególnych detali tez nie budzi zastrzeżeń (swoją drogą – dość dziwacznie wygląda bez grzywki)

..no i jeśli ktoś nie zwrócił na to uwagi w jednym z pierwszych fotogramów tej recenzji, to jeszcze nadmienię, że folia bąbelkowa w którą model jest zawinięty nie jest zwykłą folią bąbelkową. Nie tylko z powodu koloru

Mój różowy jednorożec zesrał się tęcza na jej widok. boje się pomyśleć, co będzie, jak zacznę strzelać bąbelkami..

KFS