1/10 Dryad from the deep woods

Creepytables

Jedną figurkę z Creepytables już jakiś czas temu opisywałem. Tym razem coś bardziej typowego dla tego producenta, czyli popiersie. A w zasadzie pobrzusze – nie licząc kiecki, bo z kiecką to w sumie pokolanie. No ale tak to ewoluowało na przestrzeni ostatnich 15-10 lat pojęcie popiersia w modelarstwie. W czasach – zupełnie niedawnych jednak – gdy dominowały figury historyczne, historyczny i tradycyjny był kształt popiersi – z kawałkiem klatki piersiowej i ramionami. Potem zaczęły się pojawiać ramiona, początkowo zwykle jedno, potem dwa, a postacie systematycznie dostawały coraz większe fragmenty torsu. Dziś figurki kończące się na biodrach nikogo nie dziwią i wciąż nazywane są popiersiem. Omawiana tutaj laleczka to taka z tych dłuższych – choć technicznie kończy się w pasie, a reszta to już tylko dół sukni. tak więc jednak więcej niż klasyczne popiersie, ale wciąż wygląda to dość naturalnie. Czego nie można powiedzieć o dość kuriozalnych laleczkach z nogami uciętymi tuż nad kolanami – bo i takie spotkać można.

Tyle tytułem przydługiego wstępu – zajmijmy się konkretami. Producent miał oryginalny i praktyczny zarazem pomysł na opakowania – swoje figurki wtyka w odpowiedniej długości kartonową tubę zakorkowaną na końcach plastikowymi kapslami

Do mnie przyszła dubeltówka, ale do tej drugiej tuby zajrzymy za chwilę.

Najpierw ta z figurką. Woreczków z elementami jest po sam rant

Worki strunowe stanowią jednocześnie wypełniacz, który zabezpiecza elementy przed pałętaniem się po wnętrzu solidnego opakowania

Zestaw składa się z dziewięciu odlewów z szarej żywicy..

..w tym fallicznej podstawy figurki

..choć nigdzie nie jest powiedziane, że trzeba jej użyć. Tak czy inaczej, największymi elementami są poły sukienki

Nawiasem mówiąc, pierwotnie było to podzielone na więcej części, które zostały sklejone przed zaformowaniem

..i gdy wiadomo czego szukać, to na się na zewnątrz dostrzec miejsca łączenia tych elementów

..przy czym nie ma to ostatecznie większego znaczenia – wskazuję jako ciekawostkę. Podobnie wygląda łączenie dwóch połówek, które otrzymujemy – czyli jest również bez mała idealne

Tak samo dobrze pasuje tułów

..i wreszcie głowa

Nie wiem jak pozostałe detale, bo tu już trzeba by ogratować elementy z resztek wlewów (usuniętych przez producenta – zapewne aby dało się zmieścić model w opakowaniu), natomiast nic nie wskazuje na to, żeby model wymagał wielkich nakładów pracy w celu poskładania w całość. Ogólnie odlewy są bardzo dobrej jakości; brak bąbli, przesunięć, a detale są często filigranowe – ot choćby kolce jeża. A w zasadzie jeży

W omówieniu poprzedniej figurki wskazywałem, że jest mało fajną obecność artefaktów druku na niektórych powierzchniach – osobliwie na tych, z których najciężej je usunąć, czy na twarzy i włosach figurki. Warto było marudzić, bo tym razem wzór został przygotowany do powielania bezbłędnie. Nie wiem, czy to kwestia druku, czy sumiennego czyszczenia, ale efektem jest wysoka jakość

Skoro o przygotowaniu do odlewania mowa – to na przykład na głowie znajdziemy drobne wyklejanki, które jak mniemam pomagają uniknąć bąbli (odrobinę więcej pisałem o tym w omówieniu krasnali ze Scibor Monstrous Miniatures)

No i jak wspominałem, fragmenty sukienki zostały ze sobą sklejone. Dodatkowo pogrubione zostały ich ścianki (dzięki temu łatwiej je odlewać a przy okazji trudniej uszkodzić). Zastanawiam się tylko, czemu do pogrubienia użyto gumy do żucia

Tak, wiem, w gotowym modelu to niewidoczne, wiec na ostateczny wygląd figurki to ani trochę nie rzutuje. Ale na pierwsze wrażenie już owszem, trochę tak, podobnie jak wpływ na nie potrafią mieć parszywe kostki wlewowe (mimo jednoczesnych ładnych odlewów) czy choćby biedne opakowanie. A właśnie, skoro wróciliśmy do kwestii opakowania, to na wstępie pokazywałem dwie tuby. Ta bez etykiety to miły dodatek dla tych, którzy omawianą tu figurkę zamówili w przedsprzedaży. A właściwie nie tyle tuba, co jej zawartość:

..którą stanowi wydrukowany na papierze fotograficznym obrazek koncepcyjny, ten z boxartu, dodatkowo ręcznie sygnowany przez autorkę

..bardziej chyba jednak podoba mi się interpretacja rzeźbiarska niż sam projekt graficzny, ale tak czy siak – to miły dodatek.

KFS